Stojąc na krawędzi mostu i spoglądając w nurt rwącej rzeki, pomyślała, że
to musiało się tak skończyć. Rwąca woda, to miejsce i wszechobecna ciemność.
Już tego doświadczyła, ale dopiero będąc tu zrozumiała, że wszystko od samego
początku prowadziło ją do tego właśnie miejsca.
Ucieczka nigdy nie była rozwiązaniem.
Parsknęła i spuściła wzrok. Oparła się plecami
o barierkę, drżące palce zaciskając na metalowych prętach. Przez chwilę
słyszała wyłącznie swój urywany oddech i tłukące się w piersi serce, ale
potem...
– Lexi.
Z wrażenia omal się nie ześlizgnęła. Mocniej
zacisnęła palce, starając się ignorować to, że wilgotne od potu dłonie nie
miały oparcia. Nie chciała się odwracać, choć rozsądek podpowiadał jej, że
powinna. Stanie plecami do kogoś takiego jak on nie miało prawa skończyć się
dobrze.
Usłyszała kroki – ledwo słyszalne, ale wciąż
obecne. Robił to specjalnie? Już zdradził jej swoją obecność, ale to niczego
nie zmieniała. Już samo to, że tutaj był, wystarczająco komplikowało sytuację.
To, że nie miała dokąd uciec, niczego nie ułatwiało.
Zmusiła się do tego, żeby po prostu tam stać.
Balansowała na wąskiej krawędzi, w duchu modląc się, by zmienił zdanie i
odpuścił. Co prawda czuła, że oszukuje samą siebie i że wszystko skoczy się
właśnie tu, ale wciąż miała nadzieję.
– Lexi, proszę... – spróbował raz jeszcze.
Zacisnęła usta. Musiała zamknąć oczy, by
zachować równowagę, kiedy nagle zakręciło jej się w głowie. Żołądek podszedł aż
do gardła, cudem nie wywracając się na drugą stronę. Chciała zwymiotować, choć
zarazem okazanie słabości było ostatnim, na co chciała sobie pozwolić. Wciąż
zresztą nie rozumiała, dlaczego sama jego obecność wzbudzała w niej aż tak
skrajne odczucia.
Chciała krzyczeć. Chciała uciekać. Chciała...
Nie mamy sobie nic do powiedzenia...
Dlaczego to brzmiało jak kłamstwo?
Zrozumienie przyszło nagle, zaledwie chwilowe i
jakby przytłumione przez nadmiar innych emocji – zwłaszcza obrzydzenie.
Dlaczego w ogóle tu była? Czemu balansowała na krawędzi mostu, skoro...?
Ruch za plecami. Drgnęła i jeszcze mocniej
zacisnęła palce na barierce. Omal nie krzyknęła, kiedy poczuła zaciskające się
na ramionach dłonie.
– Puść!
Ale było za późno.
Poczuła szarpnięcie, a potem została wciągnięta
za bezpieczną barierkę. Kolana ugięły się pod nią, ale nie upadła, zataczając
się i niemal wpadając mu w ramiona. Odskoczyła jak oparzona, próbując opędzić
się od jego dłoni, zupełnie jakby niechciany dotyk mógł zostawić trwałe ślady
na jej skórze. Chciała go uderzyć, ale stał spokojnie gdzieś poza zasięgiem jej
wzroku, milczący, spokojny i... zbyt obecny. Lexi zaś nie miała odwagi na niego
spojrzeć, gotowa przysiąc, że kiedy uniesie głowę, wydarzy się coś nieuniknionego,
co nie powinno mieć miejsca.
Cofnęła się o krok. Była gotowa przysiąc, że on
również się poruszył, skracając dzielącą ich odległość. To przypominało jakąś
chorą, sadystyczną grę, w której każdym ruchem prowokowała go do podejścia
bliżej. Tylko pozornie pozwalał, by trzymała dystans, wydając się tylko czekać
na moment, by w końcu całkiem go ukrócić.
Nie rozumiała. Chciała żeby zniknął, a wraz z
nim niechęć, którą go darzyła. Już nie próbowała zrozumieć, skąd brały się te
uczucia. Nienawidziła go i była z tym pogodzona, zwłaszcza że nie chciał
odpuścić. Gdyby tylko wyjechała wcześniej, a on dał jej święty spokój, mogliby
rozejść się w zgodzie, ale teraz?
– Lexi – odezwał się ponownie, nieznośnie
łagodnie i... niemal troskliwie. Oczywiście, że jej to robił. – Co chciałaś
zrobić?
Nie odpowiedziała. Potrząsnęła głową,
pozwalając włosom opaść na twarz. Schowała się za zasłoną poplątanych loków, za
nic nie chcąc na niego spojrzeć.
Miała nadzieję, że w ciemności nawet on nie
dostrzeże tego, że płakała.
Ach, no tak... Co chciałam...?
– Odejdź.
Na więcej nie było ją stać. Drżała, chwiejąc
się na nogach i z trudem łapiąc oddech. Chciała dodać coś więcej, ale własny
głos wydał jej się słaby i zbyt piskliwy. Brzmiał jak godny pożałowania bełkot,
a nie stanowcze polecenie, któremu ktoś taki jak on miałby szansę ulec.
Oczywiście, nie posłuchał. Przynajmniej nie
roześmiał się, ale nie potrafiła tego docenić, skoro zarazem czuła, że
przesunął się bliżej. Bijące od jego ciała ciepło i dłonie, które spoczęły na
jej ramionach, mówiły same za siebie.
Znalazła się w potrzasku.
Ucieczka dobiegła końca.
Nie mam pojęcia, co robię. Serio. Ale od tak dawna korciło mnie, by napisać coś nowego, że gdy tylko przyszedł do mnie pomysł, nie mogłam się powstrzymać przed zrealizowaniem go. Zobaczymy, co z tego będzie, ale prawda jest taka, że właśnie cieszę się jak dziecko. Zwłaszcza że wracam do mojej absolutnie ukochanej tematyki – istoty nadnaturalne i mrok… Miejmy nadzieję, że dużo mroku.Z dedykacją dla Gabi, bo mogę. I że masz do mnie cierpliwość, o.

Baaang! Pierwszy raz z czymś na bieżąco!:D
OdpowiedzUsuńZnajome twarze w bohaterach, kolejne cudeńko, które wychodzi spod Twoich rąk... To musi być dobre. ;> Nie sądziłam, ze wypuścisz coś nowego. W dodatku mam takie zaległości, że szkoda gadać i nie wiem, kiedy się za to zabiorę. Jednak kolejne Twoje opowiadanie przyjmę z chęcią i postaram się być na bieżąco, chociaż z jednym!
OdpowiedzUsuńProlog jest... czarujący. Niewiele o nim można powiedzieć, ale taka już uroda prologów, prawda?;> Nie mogę się doczekać pierwszego rozdziału. Szczerze mówiąc naprawdę jestem ciekawa do czego to wszystko doprowadzi, ale już wiem, że będzie to świetne. ;>
Trzymam kciuki i... och, ta dedykacja zupełnie niepotrzebna. <3 Cieszę się, że mogłam pomóc i przekonać do wrzucenia tego. Y.O.L.O w końcu, nie?
Buźki,
Gabi♥
Okurdebele. Jak Ty to robisz, co? Kiedy Ty znajdujesz czas na myślenie nad nowymi opowieściami? Ja sobie ledwo radzę z jedną!
OdpowiedzUsuńPodobnie jak Gabi powracam niczym marnotrawna czytelniczka i pomału skubię Twoje prace, nadganiając zaległości. Kiepsko mi to jednak idzie i strasznie nad tym ubolewam, ale może w wakacje...
Co się zaś tyczy prologu... Cudo. Po prostu cudo. Idealnie krótki, by wkurzyć czytelnika, ale jednocześnie idealnie treściwy, by zaciekawić. A jeśli dodatkowo obiecujesz nadnaturalność i dużo mroku... ja to kupuję. Biorę w pakiecie, cokolwiek się tam pojawi.
Weny Ci nie życzę, bo jak widać na ten czynnik nie narzekasz ;p Tak czy siak jednak trzymam kciuki!
Buziaki,
Klaudia
PS Czy Twoja doba trwa 25 godzin? A może Ty w ogóle nie sypiasz, co?
Już po prologu ;)
OdpowiedzUsuńAkurat mam chwilkę przed wyjazdem, to postanowiłam zacząć, skoro nie muszę wiele nadrabiać :D
Part świetny. Taki subtelny, a zarazem tajemniczy. Bardzo fajne opisy i relacja między tą dwójką oddana w naturalny sposób. Lecę dalej czytać :)
Pozdrawiam!
Woooow
OdpowiedzUsuńNapisałaś niesamowite coś, że tak to ujmę. Miałam ciarki, czytając. Tajemnicze i mimo małej dynamiki w fabule, niezwykle emocjonalne, to było coś świetnego, co pcha czytelnika w głąb. Ta walka rozsądku z pragnieniami Lexi (tak to odczułam), mogę jedynie powiedzieć, że wspaniale to wszystko opisałaś :)
To jest Twój pierwszy blog, na który zawitałam, ale po Twoim profilu sądząc masz ich sporo więcej i z chęcią wzięłabym się za czytanie! Przeczytałam póki co sam prolog, ale coś czuję, że nie zawiodę się idąc dalej :) masz niesamowicie lekkie pióro, czego zazdraszczam hehe
Niesamowicie się wczułam w Prolog :) piękny jest
Pozdrawiam cieplutko
anielskie-dusze.blogspot.com
Hej!
UsuńOgółem powiadomienia bloggera mnie oszukały i wpadły w spam. Także chwała Ci za komentarz pod najświeższą notką.
Ojeju, dziękuję! Cieszę się bardzo, jeśli wywołałam takie emocje. Nie będę nic zdradzać, żeby przypadkiem nie powiedzieć za dużo, ale naprawdę cieszę się, jeśli jakkolwiek ujęłmlam Cię moja pisaniną i rozterkami Lexi. Zostaje mi mieć nadzieję, że nie rozczarujesz się dalszym ciągiem.
Heh, nie będę ukrywać – mam już troszkę Tworków na koncie. Tym bardziej miło mi gościć nowego czytelnika pod moim najmłodszym dzieckiem. Naprawdę, umiliłaś mi wieczór, bo właśnie siedzę na nocce.
Również pozdrawiam. I z góry przepraszam za ewentualne nieogarnięcie tego komentarza!
Ness